Gdyby jajko mogło mówić i inne opowieści Renata Piątkowska ilus. Artur Nowicki wyd. BIS

  • Wyjątkowa książka o polskich zwyczajach i tradycjach wielkanocnych, bożonarodzeniowych i wielu innych autorstwa Renaty Piątkowskiej.
Gdyby jajko mogło mówić i inne opowieści Renata Piątkowska ilus. Artur Nowicki wyd. BIS
Gdyby jajko mogło mówić i inne opowieści Renata Piątkowska ilus. Artur Nowicki wyd. BIS
Gdyby jajko mogło mówić i inne opowieści Renata Piątkowska ilus. Artur Nowicki wyd. BIS
Gdyby jajko mogło mówić i inne opowieści Renata Piątkowska ilus. Artur Nowicki wyd. BIS
Gdyby jajko mogło mówić i inne opowieści Renata Piątkowska ilus. Artur Nowicki wyd. BIS
Gdyby jajko mogło mówić i inne opowieści Renata Piątkowska ilus. Artur Nowicki wyd. BIS
Kliknij, aby powiększyć
29,90 zł
29,90 zł
/ szt. brutto
299 pkt.
2.99 pkt.
Łatwy zwrot towaru w ciągu 30 dni od zakupu bez podania przyczyny
Darmowa dostawa od 300,00 zł

Dostępność produktu w sklepach

Gdyby jajko mogło mówić i inne opowieści Renata Piątkowska ilus. Artur Nowicki wyd. BIS
Gdyby jajko mogło mówić i inne opowieści Renata Piątkowska ilus. Artur Nowicki wyd. BIS

Dbałość

Pepito to sklep prowadzony przez mamę dla innych mam.

Pisząc lub dzwoniąc możesz liczyć na pełne zaangażowanie i indywidualne podejście.

Zaufanie

Zaufało mi ponad 6 tysięcy klientów.

Średnia ocena w Google to 4,8 / 5 :)

Wygoda

Darmowy odbiór osobisty w sklepie stacjonarnym

na warszawskim Ursynowie lub tania dostawa od 7 zł.

Gwarancja

30 dni na zwrot

i darmowa przesyłka zwrotna dla zarejestrowanych klientów.

Wszystkie dzieci malują pisanki ale czy wiedzą, dlaczego malują właśnie jajka? I skąd się wziął prima-aprilis? A lanie wosku w andrzejki? Dobrze wiedzieć dlaczego topimy w rzece Marzannę i jak dawniej wyglądało polewanie wodą w śmigus-dyngus. Będzie też wiele o wigilijnych zwyczajach, skąd się wzięły i co z nich przetrwało do dziś. Na przykład po co wkładamy wigilijne sianko pod obrus i skąd to dodatkowe nakrycie na stole.

Fragment książki

Pierwszy dzień wiosny był tuż, tuż, a drzewa i trawniki nadal pokrywała warstwa śniegu. Białe płatki wirowały za oknem, a na parapecie zmarznięte ptaki przytupywały dla rozgrzewki. 
– Mam nadzieję, że jak zrobimy Marzannę i wrzucimy ją do rzeki, to zima wreszcie się skończy – powiedziała nasza pani.
Ustaliliśmy, że chłopcy postarają się o słomę, a dziewczyny o bluzkę, spódnicę, wstążki i chustkę. Anka zaproponowała nawet, że przyniesie dla Marzanny sukienkę swojej mamy, taką czarną, z wielkim dekoltem, bardzo krótką i obcisłą. A do tego srebrne szpilki i malutką błyszczącą torebeczkę. Ale pani, nie wiadomo dlaczego, uparła się na białą bluzkę, wstążki i kolorową spódnicę. Nie chciała się też zgodzić na perukę, którą Zuza była gotowa wykraść z nocnej szafki swojej babci. Szkoda, bo to były całkiem ładne żółte loczki, ale podobno Marzanna musi mieć warkocze i to najlepiej ze słomy, a na głowie koniecznie wianek.
– Nasza kukła musi być najładniejsza ze wszystkich – zapaliła się do roboty Majka i obiecała, że przyniesie Marzannie biustonosz swojej starszej siostry. – A na koniec oblejemy ją perfumami, żeby ładnie pachniała – dodała.
Pani, gdy to usłyszała, ostatecznie zgodziła się na perfumy, ale o biustonoszu nie chciała słyszeć. W sumie Marzanna wyszła nam wielka i gruba. Miała okrągłą głowę i sterczące po bokach warkocze. Na słomianej szyi pani zawiesiła jej czerwone korale, głowę ozdobiła wiankiem, a na przydługiej spódnicy zawiązała fartuszek w kwiatki. Wyszło nawet nie najgorzej. Niestety Majka zamiast perfum przyniosła dezodorant. Miał całkiem ładny zapach, więc popsikaliśmy trochę Marzannę pod pachami. Na koniec pani zarzuciła jej na słomiane plecy kolorową chustę i powiedziała:
– Świetnie się spisaliście. Kukła jak malowana. Jutro rano wrzucimy ją do rzeki. Ale najpierw pospacerujemy sobie z naszą Marzanną po okolicy. Bo musicie wiedzieć, że dawniej nosiło się Marzannę od domu do domu, żeby zabrała ze sobą całe zło, choroby i nieszczęścia. Dopiero potem prowadzono ją do rzeki i topiono w wodzie lub palono. Chodziło o to, by za jednym zamachem pozbyć się wszelkich kłopotów, przepędzić zimę i przywołać wiosnę. Mam nadzieję, że nam też się to uda.
No i nie wiem, co poszło nie tak, bo choć obeszliśmy z Marzanną trzy długie ulice, a potem wrzuciliśmy ją z głoś-nym pluskiem do rzeki, i choć na własne oczy widzieliśmy, jak płynie i po chwili znika pod wodą, to zima wcale nie przepadła wraz z nią. Śnieg dalej sypał i wiatr szarpał nam kurtki. A ja myślałam, że razem z Marzanną wpadną do rzeki lodowe sople i śniegowe chmury, że mróz zaskrzypi i po raz ostatni uszczypnie mnie w nos. Miało być tak, że jak woda pochłonie słomianą kukłę, to zaraz potem zaświeci słońce, przylecą ptaki i zrobi się zielono.
– Niestety, choć dziś jest pierwszy dzień wiosny, zima nie chce zostawić nas w spokoju. – Nasza pani była niepocieszona. – A przecież zwykle następnego dnia po utopieniu Marzanny na wsiach chodzono od domu do domu z zieloną, sosnową gałęzią. Nazywano ją latkiem lub zielonym gaikiem. Była przybrana wstążkami, wydmuszkami, papierowymi kwiatami i dzwoneczkami. Młodzi nieśli latko i śpiewali piosenki, jakby samą wiosnę prowadzili do domów, a gospodynie obdarowywały ich słodkimi plackami, jajkami, obwarzankami i drobnymi pieniążkami. Tak to właśnie dawniej wyglądało. Ale w tym roku zima jest jakaś wyjątkowa i latko będzie musiało zaczekać. – Nasza pani westchnęła i otuliła się grubym szalem.
No i ta wyjątkowa zima trwałaby pewnie do dzisiaj, gdyby nie Dorota. Dorota to moja najlepsza koleżanka i to właśnie ona wymyśliła, że zima nie odeszła, bo nie spodobała jej się nasza wielka, gruba i niezgrabna kukła ze słomy w za długiej spódnicy.
– Musimy spróbować jeszcze raz – powiedziała – ale tym razem same zrobimy Marzannę.
– Jasne, i nasza będzie dużo ładniejsza. – Od razu spodobał mi się ten pomysł. – Może zamiast wpychać słomę do starej bluzki i zaplatać sztywne, słomiane warkocze, poszukamy jakiejś lalki i przerobimy ją na Marzannę? – zaproponowałam.
Oczywiście zakładałam, że to Dorota poświęci jedną ze swych lalek, bo ja nie miałam takiego zamiaru. Ona jednak nawet nie chciała o tym słyszeć.
– No to co robimy? – spytałam, a Dorota wzruszyła ramionami i rozejrzała się po pokoju. To był największy pokój w jej domu. Pełno w nim było półek z książkami, zdjęć, obrazów i różnych komódek. Na jednej z nich, obok lampy z żółtym abażurem, stał na dwóch łapkach stary, wypchany zając. Dorota wzięła go do ręki, obejrzała ze wszystkich stron, otrzepała z kurzu i powiedziała:
– Nada się w sam raz. Zrobimy z niego piękną Marzannę.

Kod produktu
9788375511888
Autor tekstu
Renata Piątkowska
Autor ilustracji
Artur Nowicki
Oprawa
Twarda
Ilość stron
88
Format
16,8 x 24 cm
Rekomendowane dla dzieci w wieku
od 4 lat
Tematyka
Święta i okoliczności
Zapytaj o produkt
Jeżeli powyższy opis jest dla Ciebie niewystarczający, prześlij nam swoje pytanie odnośnie tego produktu. Postaramy się odpowiedzieć tak szybko jak tylko będzie to możliwe. Dane są przetwarzane zgodnie z polityką prywatności. Przesyłając je, akceptujesz jej postanowienia.
Napisz swoją opinię
Twoja ocena:
5/5
Dodaj własne zdjęcie produktu:

Z naszego bloga

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel